rysunek by Ola Jasionowska

sobota, 24 grudnia 2011

Perfekcja // Perfection



Co roku razem z bratem ubieramy Dziadkowi choinkę. Wyjmujemy z zawiasów drzwiczki kuchennej szafki i stawiamy na innej szafce. Postument ten ozdabiamy obrusem, i na tym wszystkim ląduje zgrabna choineczka.

W tym roku natrafiliśmy na kilka problemów.

Nożyczki do obcinania gałązek okazały się małe i mało ostre. Stojak - za duży, więc owinęliśmy pień papierem toaletowym. Mimo starannego oszacowania wysokości, choinka nie chciała się zmieścić między szafką a sufitem, a tępy sekatorek nie chciał nam pomóc rozwiązać tego problemu. Igły kuły nas nawet przez rękawiczki. Bombki miały ukruszone zawieszki. Następnie odkryliśmy szubieniczny węzeł na lampkach choinkowych. Pod wpływem impulsu zapragnęliśmy z niego skorzystać. Zdecydowaliśmy jednak zdusić tylko agresję i rozplątaliśmy je.

Wtedy okazało się, że nie świecą.

Naszym zmaganiom towarzyszyło stoickie pogwizdywanie dziadka, przypominające bardziej gwizd czajnika niż melodię. A propos czajnika, zaproponował nam herbatkę. Wyrywając mu z rąk chylące się do ziemi szklanki z wrzątkiem (niektóre zawierały dwie torebki herbaty, a inne żadnej) zastanawialiśmy się, jak on to robi, kiedy jest sam.

Dobrze, że dziadek ma kiepski słuch, bo przeklinaliśmy.

Co roku po ubraniu choinki, śpiewamy kolędy. To jedyny dzień w roku, kiedy śpiewam. Ja, która woli rozebrana do golasa obiec domek letniskowy, niż chociażby zanucić publicznie. Mój głos jest śmiesznie wysoki, dziwny, jak z kościelnej Oazy. Ale kiedy próbuję śpiewać w takiej tonacji, w jakiej mówię, strasznie fałszuję.

Kolęd nie śpiewa się przy zapalonym swietle. Zawsze śpiewamy w ciemności przy kolorowych światełkach choinki. Smętny, martwy wąż lampek postawił nasze popisy pod znakiem zapytania.

Ale znalazły się świece.

I było tak jak trzeba.

Na pierwszy ogień poleciało zaintonowane przez Dziadka "Bóg się rodzi". Dziadek intonuje ją za każdym razem, kiedy zapada cisza, śpiewamy więc trzy razy, albo i więcej. Dziadek zna więcej kolęd niż my, ale popisy solowe w ten wieczór nie wchodzą w grę. Ten coroczny performance wykonujemy bez żadnego przygotowania i jak co roku denerwujemy się, że pamiętamy tak mało zwrotek. Nigdy też nie nauczyliśmy się śpiewać tych kolęd, które potrafi Dziadek, a my nie. Chyba tak to już zostanie – z tradycyjną lekką nutą niedosytu, której wyelimimowanie być może zniszczyłoby cały smak.

Życzę Wam, żeby w te święta chociaż jeden, jedyny moment był taki, jak najidealniejsze wspomnienie z dzieciństwa. Żeby niczym nie różnił się od Waszych marzeń i oczekiwań. A cała reszta jest mało ważna.

***

Every year my Brother and I decorate our Grandpa's Christmas tree. We take the door of the kitchen shelf out from the hinges and we put it on another shelf. This postument is further decorated with a tablecloth and a shapely tree lands on the top.

This year we found everything somehow problematic.

The scisors that serve for cutting the small branches were too small and not sharp at all. The stand – too big, and we had to wrap the trunk with the toilet paper. Despite having estimeted the height of the room very accurately, the Christmas tree didn't fit in between the shelf and the ceiling and blunt secateur didn't want to help. The needles pricked us even through the gloves. The glass balls were missing the hooks. Then we have discovered a gibbet knot on the cable of colourful lamps. In one moment we felt like hanging ourselves with it, but we only decided to kill the aggression. We untied it.

Then it appeared they don't work.

Our efforts were accompanied by our Grandpa's stoic whistling, reminding more of a kettle than a melody. As to kettles, he proposed us some tea. Grabbing glasses filled with boiling water that were falling out of his hands(some of them with two teabags, some with no teabag at all), we wondered how is he able to do it when alone.

It's good that our Grandpa is a bit deaf, because we sweared.

Every year after decorating the tree, we sing carrols. It's the only day in the year when I sing. Me, a person who prefers to run naked around the holiday cottage than even to hum in public. My voice is funnily high-pitched, strange, church-style. But when I try to sing in a tone I speak, I'm totally out of tune.

You don't sing carrols with the light on. We always sing in the mild darkness of the colourful lights of the Christmas tree. The sad, dead snake of lamps questioned our performance this year.

But we found candles.

And it was as it should be.

First it was a Polish carrol called "Bóg się rodzi"(sth. like God is being born), striked by our Grandpa. Our Grandpa intones it every time we're wondering what to sing, so we did it three times or more. Grandpa knows much more carrold than we do, but it's no solo show evening. Every year we sing without any preparation and we are always nervous that we remember so little. We have never tried to learn the carrols that Grandpa knows and we don't. And I think it will stay like this – with a traditional hint of insatisfaction. I guess eliminating it would destroy the whole taste.

This Christmas I wish you one single moment that's just like your best childhood memory. That it was not at all different from your dreams and estimations. And all the rest is not important.



5 komentarze:

  1. Dobrze napisane. Podoba mi się. szapokłak!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Fajno:) Zakonotowałam sobie w głowie, żeby następnym razem nie było drugiej opcji poza śpiewem przy okazji gry w wyzwania:P Wesołych Świąt!:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Nie bądź taka, Muchomor! Bo ja Cię zmuszę do pójścia nago do wujka Ryśka po cukier! Wesołych Świąt!:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze